Manchester City stadion 5
Shutterstock/stefanodeang

Manchester City został uznany za winny poważnych naruszeń finansowych w dziewięciu kolejnych sezonach. Micah Richards, były obrońca klubu, przyznał, że doniesienia o werdykcie są dla niego druzgocące.

Były piłkarz Manchesteru City nie kryje emocji

Naruszenia, których dotyczy sprawa, obejmują okres od sezonu 2009/10 do 2017/18. Wśród zarzutów znalazły się fikcyjne umowy sponsorskie, przekazywanie nieprawidłowych sprawozdań finansowych oraz ukrywanie rzeczywistej sytuacji finansowej klubu przed audytorami i organami regulacyjnymi.

Richards, który zdobył z Manchesterem City mistrzostwo Anglii w sezonie 2011/12, opowiedział o swoich odczuciach w podcaście „The Rest is Football”. „Raporty były niepokojące. Zobaczyłem sformułowania użyte przez Premier League, takie jak fikcyjne umowy, i byłem całkowicie zdruzgotany” – powiedział były reprezentant Anglii.

„Jestem w tym klubie od 14. roku życia, oddałbym za niego życie. Spełniłem swoje marzenie w Manchesterze City. Usłyszeć te doniesienia i myśleć o tym, przez co będziemy musieli przejść – nie tylko ja jako były piłkarz, ale też kibice – to coś absolutnie przytłaczającego” – dodał 38-latek.

„Nie mam dla niego odpowiedzi”

Richards wspomniał również o kibicu, u którego mieszkał w czasie pobytu w akademii Manchesteru City. Jak wyjaśnił, mężczyzna wspiera klub od ponad 60 lat i zadzwonił do niego zapłakany, prosząc o informacje dotyczące sprawy.

„Nie mam dla niego odpowiedzi. Cała ta niepewność jest wyniszczająca. Bardzo trudno usłyszeć takie wiadomości o klubie, który kocha się całym sercem” – powiedział Richards. Dodał, że raporty są przytłaczające, a on sam czuje smutek, złość i zagubienie, również ze względu na stanowisko klubu.

Manchester City stanowczo zaprzecza wszelkim nieprawidłowościom. Klub ma czas do 2 października na złożenie odwołania od sankcji. Prezes Khaldoon Al Mubarak wyraził pewność, że organizacja udowodni swoją niewinność, a dyrektor generalny Ferran Soriano przekazał pracownikom i piłkarzom, że komisja „zignorowała niepodważalne dowody”.