Manchester City
fot. www.mancity.com

Wszyscy mniej więcej wiedzą, jakie były początki The Citizens i w którym roku powstał klub. Każdy kibic z niebieskiej strony Manchesteru pamięta bądź czytał o wspaniałych sukcesach z końca lat 60-tych i początku 70-tych. Potem jednak nastąpiły chude lata i wreszcie wspaniały sezon 2001/2002, po którym zespół powrócił w szeregi Premier League. Jeśli ktoś wtedy odgadłby jakie sukcesy czeka ten klub, mógłby dzięki https://bonusowykod.com/sts/ zgarnąć prawdziwą fortunę. 

Były to dosyć dziwne lata. Od 1990 roku zespół balansował w zasadzie pomiędzy Premier League a First Division. Wreszcie, pod rządami Petera Reida udało się osiągnąć względną stabilizacje, ale szybko się to jednak skończyło. W 1998 Manchester City po raz kolejny wylądował na trzecim poziomie rozgrywek. Było to dosyć szokujące, ale zimny prysznic wyszedł jak się okazało Obywatelom na dobre. Klubowe stery przejął wówczas David Bernstein trzymając twardą ręką wydatki i dbając o odpowiednią płynność finansową. Na koniec sezonu 1998/1999 zajęli trzecie miejsce ze stratą pięciu punktów do drugiego w tabeli Wasall.  Rozpoczęły się przygotowywania do gry w barażach, a pierwszą przeszkodą na drodze do Wembley było szóste Wigan Athletic. W pierwszym spotkaniu padł wynik 1:1, w rewanżu na Maine Road zwyciężyli gospodarze 1:0. 30 maja o godzinie 15:00 kapitan zespołu Andy Morrison wyprowadził swoich kolegów na finałowy pojedynek z Gillingham. Początek meczu należał do City, a Shaun Goater ostemplował poprzeczkę przeciwników. Do 81. minuty na tablicy wyników widniał wynik bezbramkowy. W chwilę potem do siatki trafił Carl Asaba, a w 87. minucie Gillingham objęło dwubramkowe prowadzenie

Wydawało się, że podopieczni Joe Royla są w beznadziejnej sytuacji. Wtedy zdarzył się jednak cud, który do dziś wspominany jest przez kibiców w całej Wielkiej Brytanii. W 90. minucie kontaktowego gola zdobył Horlock, a gdy doliczony czas gry powoli dobiegał końca do remisu doprowadził Paul Dickov. Kibice Gillingham wpadli w czarną rozpacz, ale jeszcze nie wszystko było stracone. Zaczęły się rzuty karne. Pierwszy do piłki podszedł Kevin Horlock i nie pomylił się, wzmacniając tym samym pewność siebie piłkarzy Obywateli. Rozbici przeciwnicy zmarnowali dwie pierwsze serie i jasnym stało się, że Manchester City jedną nogą jest już w First Division. Wszystko skończyło się, gdy Butters także nie zdołał posłać piłki do siatki w czwartej serii. Niemożliwe stało się faktem i był to początek wspaniałej ery, która trwa do dziś. Co ciekawe, cztery dni wcześniej lokalny przeciwnik – Manchester United w niemniej dramatycznych okolicznościach wygrał Champions League, pokonując w finale Bayern Monachium. 

Trzy lata później, już z Kevinem Keeganem na ławce Citizens w cuglach zdobywają awans i meldują się w Premier League. Potem zespół opuszcza swój obiekt przy Main Road pisząc nową historię na nowiutkim City of Manchester Stadium. W lipcu 2007 roku na ławce zasiada pierwszy obcokrajowiec – Sven-Göran Eriksson który doprowadza swój zespół do europejskich pucharów, a potem zostaje zwolniony. Kilkanaście dni później klub zostaje kupiony przez Abu Dhabi United Group, dzięki czemu błękitną koszulkę zaczęli obierać coraz bardziej znani i drożsi zawodnicy. Resztę tej historii znamy. Pięć mistrzostw Anglii, kolejne Puchary i Superpuchary Anglii. Do pełni szczęścia brakuje jedynie zwycięstwa w Champions League. Czy jednak to wszystko byłoby możliwe bez zwycięstwa nad Gillingham?

Źródło: www.manchestercity.pl