Bernardo Silva
fot. www.mancity.com

Czy jest na ten moment ktoś lepszy na świecie od Mohameda Salaha? Zapewne nie, ale jeśli w meczu z Liverpoolem na Anfield 3 tygodnie temu czyjś występ był klasą analogiczny do popisu umiejętności Egipcjanina to tylko Bernardo Silvy. Portugalczyk meczem z Brighton w ten weekend po raz kolejny udowadnia, że ten sezon w jego wykonaniu jest nieprawdopodobny, a nam, fanom, pozostaje cieszyć się talentem piłkarza z numerem 20. Bo nikt nie jest tak uniwersalny jak Bernardo Silva.

Chciał odejść

Od momentu dojścia Bernardo do Manchesteru City (lato 2017 rok) jego dyspozycja to ciągła sinusoida: poczynając od pierwszego sezonu, który był mocno przeciętny przez kosmiczną kampanię 18/19, gdzie Silva odgrywał kluczową rolę w The Cityzens aż po ostatni rok, gdzie dopiero w drugiej części sezonu Portugalczyk odpłacił się Guardioli za zaufanie. Mimo wszystko po zakończeniu ubiegłej kampanii ligowej dało się słyszeć przecieki z klubu, że rzekomo w szatni w lato ma dojść do sporych przemeblowań, a niezadowoleni ze swojej pozycji w drużynie są tacy piłkarze jak np. Gabriel Jesus, Aymeric Laporte czy Bernardo Silva, którego media łączyły całkiem intensywnie z przenosinami do Barcelony. Kto wie, gdzie dzisiaj byłby Portugalczyk gdyby nie kłopoty finansowe Barcelony, które uniemożliwiły sprowadzenie pomocnika City na Camp Nou. Rzekomo Bernardo nie tylko sfrustrowany był brakiem minut oraz ciągłą rotacją w zespole Guardioli, ale także chciał odejść do kraju bliższego jego ojczyźnie, Portugalii. Ostatecznie – czy mu się to podoba czy nie – Bernardo Silva pozostał jednak graczem City na kolejny sezon. I na ten moment raczej nie żałuje.

Kiedyś to było…

„Jedyne, czego chcę to żeby Bernardo był szczęśliwy. Tutaj czy gdziekolwiek indziej. Nigdy nie zapomnę jego występów w sezonie 18/19, kiedy był najlepszym piłkarzem w Anglii. Jeśli zdecyduje się odejść to jakiś klub zyska jednego z najlepszych piłkarzy na świecie.” – to słowa Pepa Guardioli odnośnie Bernardo Silvy po spotkaniu z Chelsea, kiedy Portugalczyk był jednym z najlepszych graczy na murawie. Bo mimo pozostania Bernardo Silvy na ten sezon ciężko jest stwierdzić, czy Portugalczyk został na Etihad z własnej woli czy też po prostu z takich, a nie innych okoliczności. Z ust Katalończyka nie tylko słychać swego rodzaju niepokój o przyszłość pomocnika City, ale także można zrozumieć i wyczytać między wierszami inną rzecz, tak powszechną dla kibiców Manchesteru City: swego rodzaju nostalgię za sezonem 18/19 w wykonaniu Bernardo. Tak naprawdę największą pochwałą dla Silvy za tamten sezon jest fakt, jak często jest on przypominany jeśli chodzi o tego piłkarza, ale jednocześnie jest to największy minus: choćby Kevin De Bruyne ma formę na tyle stałą, że ciężko jest zauważyć aż taką różnicę poziomów w jego występach podczas kilku lat, nie tak jak w przypadku Bernardo Silvy, gdzie jeden rok wybija się znacząco ponad resztę. Natomiast, aby już zakończyć wątek sezonu 18/19 w wykonaniu Portugalczyka trzeba sobie sprawiedliwie powiedzieć, że faktycznie – Bernardo był wtedy najlepszy piłkarzem w Anglii, ale jego ostatnie występy mogą przypominać wszystko, co najlepsze jeśli chodzi o byłego gracza Monaco w kampanii sprzed 3 lat.

Renesans

W meczu z Leicester: zwycięski gol i tytuł MVP. Za dwa tygodnie wygrana z Chelsea i ponownie ogromne pochwały nie tylko od Guardioli, ale także np. od Thierry’ego Henry’ego, który na łamach SkySports powiedział, że to Bernardo był najlepszym graczem na boisku. Za tydzień z Liverpoolem Portugalczyk był najlepszy na boisku i mimo braku asysty czy gola na koncie każdemu zapadnie w pamięć jego magiczny rajd między zawodnikami The Reds, coś w stylu Leo Messiego. W spotkaniu z Brighton po raz kolejny Bernardo, jak nikt inny, potrafił wiązać po dwóch, trzech zawodników rywali, a przy tym pozostawał niezastąpiony w harówce bez piłki. Portugalczyk, jeśli w czymś jest najlepszy na świecie, jest to uniwersalność i umiejętność łączenia w sobie różnych boiskowych zadań.

fot. www.mancity.com

Piłkarz scyzoryk

Tak jak wspomniałem wyżej: Bernardo to nie tylko piłkarz obdarzony magiczną lewą nogą i zdolny do przedryblowania 5 rywali od niechcenia. Portugalczyk to gracz – scyzoryk, który w zależności od sytuacji może być wykorzystany w inny sposób, raz jako fałszywa dziewiątka, kiedy indziej prawo skrzydłowy czy środkowy pomocnik. Ten sezon Silva zaczął z przytupem: w ubiegłym pierwszego gola strzelił w styczniu, a teraz po 9 kolejkach ligowych już ma 2 gole na swoim koncie. Z resztą aby docenić w pełni wkład Portugalczyka w grę ofensywną Manchesteru City wystarczy spojrzeć na jego statystyki w tym sezonie:

Udane dryblingi 12 2. w City
Wrzutki z akcji 18 2. w City
Szanse stworzone z akcji 9 3. w City
Kontakty z piłką w polu karnym rywala 35 4. w City
Strzały celne 4 4. w City

 

Ale – tak jak mówi Pep Guardiola – wybitni gracze potrafią grać na wielu pozycjach i w różnych rolach. Bernardo to nie tylko magia i polot w ofensywie, ale także mnóstwo ciężkiej harówki i brudnej roboty wykonanej na boisku bez piłki. Wystarczy powiedzieć, że Portugalczyk jest drugim najczęściej naciskającym rywali w przeliczeniu na 90 minut piłkarzem w całej lidze, a tylko Joao Cancelo był w stanie wykonać więcej wślizgów w jednym meczu od Bernardo. Nikt ze składu Manchesteru City za to nie przebiegł tylu kilometrów co Bernardo: przed meczem z Brighton 74,9km, średnio na mecz 11,6 (również najwięcej).

Cóż za czas by żyć!

Czy jest zatem ktoś w lepszej formie od Bernardo Silvy w Manchesterze City? Można w taki stan rzeczy powątpiewać. Intensywność, praca w odbiorze, wybitne dryblingi i liczby w ofensywie – czy można oczekiwać czegokolwiek więcej od piłkarza ofensywnego? Prawdopodobnie nie, i niezależnie od tego, czy Bernardo utrzyma tę dyspozycję na dłużej czy nie oraz czy zostanie na Etihad czy też zdecyduje się na opuszczenie klubu z niebieskiej części Manchesteru po obecnym sezonie nie pozostaje nic innego jak tylko napawać się każdym kolejnym spotkaniem w wykonaniu Bernardo Silvy. Bo tak dobrego nie widzieliśmy go od dawna (a dokładniej od pamiętnego sezonu 18/19). Chwilo, trwaj!

Źródło: www.manchestercity.pl