Erling Haaland
fot. www.mancity.com

Pojawienie się Haalanda w lidze angielskiej wiązało się ze sporymi emocjami. Ten 22-letni napastnik od kilku sezonów udowadniał, że zalicza się do najlepszych piłkarzy na świecie. Obecnie można jednak zastanowić się nad tym, czy to nie on jest obecnie najlepszy. Jego statystyki w Premier League są po prostu fenomenalne.

Haaland za półmetkiem – jak się prezentuje?

Okolice połowy rozgrywek to dobry czas na dokonanie podsumowań – na koncie Norwega mamy 25 goli. Do osiągnięcia tego wyniku wystarczyło 20 ligowych kolejek! Coś, co niełatwo opisać. Z drugiej strony można podejść do tego jeszcze bardziej szczegółowo – w końcu Haaland miał drobne kłopoty ze zdrowiem. Skutkiem tego było opuszczenie jednego spotkania i jeden mecz, w którym Norweg pojawił się z ławki. Ktoś może powiedzieć, że niewiele stracił, ale skuteczność 22-latka mówi sama za siebie. Goli mogło być więcej!

Z przyjściem snajpera Borussii wiązały się ogromne nadzieje. Presja była ogromna, ale jak widać, oczekiwania nie wszystkich przytłaczają.

Zakłady bukmacherskie związane z Norwegiem

Warto też spojrzeć na okoliczności przez pryzmat tego, co mamy w zakładach bukmacherskich. Trudno wyobrazić sobie, że napastnik Manchesteru City nie będzie najlepszym strzelcem rozgrywek. Niemniej gracze mogą spodziewać się zakładów specjalnych. Tym samym dobrze jest być na bieżąco i pomóc w tym może 1win app.

Erling Haaland tworzy historię Premier League

Można opowiadać o tym, że Haaland ma szansę zapisać się w historii Premier League, ale można też mówić inaczej – Norweg już jest częścią najlepszej ligi świata. Najlepszym podsumowaniem tego jest mecz Manchesteru City z Wolverhampton. Podopieczni Guardioli wygrali 3:0 i wszystkie bramki zdobył Haaland. Dla Norwega był to już czwarty hat-trick w sezonie. Gdyby rozpatrywać to w kategoriach bicia rekordów, nikt tak szybko nie cieszył się z czterech hat-tricków. Dotychczasowy najlepszy wynik należał do Ruuda Van Nistelrooya – Holender na takie samo osiągnięcie potrzebował 65 meczów! Powiedzieć, że to przepaść, to jak nic nie powiedzieć.

Niektórzy mogą stwierdzić, że media niejako wynajdują wyniki, które Haaland pobił czy też może pobić. Można tak to odbierać, ponieważ przeciętny kibic raczej nie pamięta o tym, ile czasu poszczególni piłkarze potrzebowali, aby mieć na swoim koncie cztery hat-tricki. Co innego choćby największa liczba bramek w Premier League. Rekord dzielą Andy Cole i Alan Shearer – obaj panowie byli w stanie zdobyć 34 gole. To kolejny przykład tego, jak wiele znaczą wyniki osiągane przez Haalanda. Aczkolwiek na tym nie koniec – można jeszcze dodać, że wspomniani zawodnicy osiągnęli swoje rezultaty, gdy w najwyższej klasie rozgrywkowej mieliśmy 22 drużyny. Krótko mówiąc, trzeba było rozegrać 42 mecze. Od kiedy na rozgrywki ligowe składa się 38 spotkań, najlepszy wynik osiągnął Mohamed Salah – Egipcjanin w sezonie 2017/18 zanotował 32 trafienia.

Można wręcz odnieść wrażenie, że nie ma sensu pytać, czy Erling Haaland zostanie piłkarzem z największą liczbą bramek w jednym sezonie Premier League. Pobicie dotychczasowego rekordu mogłaby powstrzymać chyba tylko poważna kontuzja. Warto też spojrzeć na to z matematycznego punktu widzenia – 25 goli za półmetkiem oznacza, że ponad 40 bramek na koniec rozgrywek to wynik jak najbardziej możliwy. Choć pewnie nie tak dawno coś takiego mogło wykraczać poza granicę ludzkiej wyobraźni.

Można nawet dojść do wniosku, że Haaland na zawsze zapisze się w historii Premier League. Choć równie dobrze za rok może okazać się, że Norweg nie pokazał nam jeszcze wszystkiego.

Mistrzostwo Anglii i Liga Mistrzów

Dyspozycja Erlinga to ogromny powód do radości. Pamiętajmy jednak o tym, że jednak mowa o sporcie drużynowym. Indywidualne osiągnięcia Haalanda mogą zostać zapomniane szybciej, niż niektórym się wydaje.

Przede wszystkim chodzi o mistrzostwo Anglii i Ligę Mistrzów. Mistrzostwo Anglii w ostatnich pięciu latach było dla Manchesteru City niemal normą – cztery tytuły i jedno wicemistrzostwo. Tymczasem sytuacja w lidze jest zła. Mistrzowie kraju mają 45 punktów i zajmują pozycję wicelidera. Na pierwszej lokacie mamy wielką sensację, czyli fenomenalnie spisujący się Arsenal. Strata do lidera z Londynu wynosi 5 oczek i co gorsza, Arsenal ma rozegrany jeden mecz mniej. Nie będzie łatwo to odrobić. Liga Mistrzów to z kolei niespełnione marzenie trenera i wszystkich ludzi związanych z klubem. Manchester City regularnie jest w gronie faworytów do końcowego trofeum i regularnie po drodze pojawiają się problemy nie do przeskoczenia. Prawdziwym apogeum był poprzedni sezon i półfinałowy dwumecz z Realem Madryt. Naprawdę trudno zrozumieć, w jaki sposób zespół z Madrytu odwrócił odwrócił losy rywalizacji.

Źródło: www.manchstercity.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj