Etihad Stadium
fot. www.mancity.com

Brak Sergio Aguero w wyjściowym składzie w ostatnich spotkaniach Manchesteru City był ogromną niespodzianką, która odbiła się szerokim echem w całej Europie.

Reprezentant Argentyny do niedawna wydawał się pewniakiem do gry w podstawowym składzie i gdyby ktoś zasugerowałby nam, że może w każdej chwili stracić miejsce w drużynie Obywateli, z pewnością popukalibyśmy się w czoło.

28-letni napastnik od wielu sezonów lat meldował się w podstawowym składzie The Citizens i przemawiały za nim także statystyki, które w obecnym sezonie mimo licznych absencji wyglądają naprawdę dobrze.

Obecna sytuacja mająca miejsce w Manchesterze, sprawiła że w mediach pojawiło się sporo spekulacji dotyczących przyszłości Aguero w klubie z Etihad Stadium. Zgodnie z oczekiwaniami, reakcja była natychmiastowa. Argentyńczyk zdążył już poinformować, że pragnie pozostanie w Manchesterze, ale zaznaczył przy tym, że ostateczną decyzję pozostawia kierownictwu klubu.

Wydaje się jednak niedorzeczne, aby jeden z najgroźniejszych napastnik w historii Premier League, miał opuścić klub od tak z powodu kilku spotkań poza składem na rzecz wchodzącego do zespołu nastolatka.

Wizyta zapoznawcza Aguero z ławką rezerwowych była jasnym komunikatem dla byłego zawodnika Atletico Madryt ze strony Pepa Guardioli. Hiszpan zdążył już zasłynąć jako trener, który nie boi się podejmować kontrowersyjnych decyzji i pokazał już, że nie liczy się dla niego staż zawodnika w klubie, ani jego zasługi z przeszłości.

Co więcej, Guardiola został sprowadzony do Manchesteru City, aby ożywić zespół, który zatracił swój kierunek oraz aby dodać zawodnikom nowej motywacji po coraz bardziej rozczarowujących rządach Manuela Pellegriniego.

Za czasów Pellegriniego, tylko kataklizm mógłby sprawić, że tacy zawodnicy jak Joe Hart (nie ma już go w Manchesterze), czy Aguero znaleźliby się na ławce rezerwowych. Grali zawsze – bez względu na to, czy byli w formie, czy w dołku oraz czy realizowali zadania nakreślone przez trenera, czy nie. Do Guardioli to nie przemawia.

Katalończyk podkreślał już wielokrotnie, że chce wykrzesać z Auguero jeszcze więcej, a obecny moment jest swego rodzaju próbą dla wychowanka Independiente. 19-letni Gabriel Jesus nagle stał się największym konkurentem Aguero – takim, którego najprawdopodobniej jeszcze w Manchesterze nie miał.

Sytuacja z pozoru wdaje się być skomplikowana, ale w rzeczywistości jest dziecinnie prosta. Stuprocentowy wpływ na rozwój wydarzeń ma nie kto inny niż  Aguero, a Guardiola pełni funkcję reżysera, który chce obudzić w nim bramkostrzelną bestię. Resztą będzie sterował już sam napastnik.

Nadchodzące tygodnie będą zatem kluczowe dla przyszłości Kuna. Urodzony w Buenos Aires zawodnik znajduje się obecnie w najlepszym wieku dla zawodnika i wciąż może podnosić swoje umiejętności.

Jeśli Aguero przetrwa trudny moment i zaciśnie zęby, może stać się jeszcze większym koszmarem dla obrońców. Jeżeli nie, Guardiola będzie mógł z czystym sumieniem stawiać na mającego za sobą obiecujący start Gabriela Jesusa.

Tak czy inaczej, skorzysta na tym Manchester City.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj