Etihad Stadium
fot. www.mancity.com

Po kilkuletnim okresie posuchy – bo tak możemy nazwać zmagania angielskich zespołów z ostatnich lat w najbardziej prestiżowych zawodach Starego Kontynentu – początek fazy play-off Ligi Mistrzów w tym sezonie pozwala na duży optymizm wśród fanów Premier League. Wyspiarze czekają na zwycięstwo brytyjskiej drużyny w tych rozgrywkach od 2012 roku. Wtedy to londyńska Chelsea w dość dramatycznych okolicznościach ograła po serii rzutów karnych Bayern Monachium.

Wracając jednak do dzisiejszych realiów: co najbardziej istotne dla nas – ekipa Obywateli poradziła sobie bez większych problemów w wyjazdowym spotkaniu z FC Basel, ogrywając Szwajcarów różnicą czterech bramek.  Gundogan, Bernardo, Kun, jeszcze raz Gundogan (swoją drogą, Niemiec był bardzo bliski strzelenia hattricka) i Manchester City jest już jedną nogą w gronie ósemki najlepszych drużyn Europy.

Jeszcze bliższy ćwierćfinału jest Liverpool. Drużyna The Reds po kapitalnym spotkaniu rozgromiła FC Porto, kończąc spotkanie wynikiem 0:5. Trzema bramkami popisał się Mane, po jednej dorzucili Salah i Firmino. Na Estadio do Dragao kibice byli świadkami bardzo bolesnego przerwania znakomitej serii Smoków – gospodarze przez 23 spotkania z rzędu nie schodzili pokonani z boiska, licząc regulaminowy czas gry. Potwierdziło się natomiast to, że w mieście Beatlesów znajduje się jedna z ciekawszych formacji ofensywnych tych rozgrywek.

Kolejny angielski zespół również rozgrywał swoje spotkanie na wyjeździe. Tottenham dzielnie postawił się swojemu przeciwnikowi w Turynie i Juve przyjedzie do Londynu musząc gonić wynik – na dzień dzisiejszy to Koguty są bliżej awansu, dzięki strzelonym dwóm bramkom na wyjeździe. Po mocnym początku w wykonaniu Starej Damy, niezawodny Kane na spółkę z Eriksenem zdołali wyciągnąć bardzo dobry wynik z niesamowicie trudnego terenu. Po drodze Higuain zdążył zmarnować rzut karny, strzelając uprzednio dwie bramki.

W następnym tygodniu naprzeciwko Barcelony stanie ostatni angielski tryumfator Champions League – Chelsea. The Blues, mając swoje problemy, podejmą niepokonaną jeszcze w tym sezonie ligowym ekipę Valverde. W tym przypadku, awans zespołu Conte należałoby rozpatrywać w kategoriach niespodzianki. Pierwszy mecz na Stamford Bridge.

Dzień później zostanie rozegrany kolejny pojedynek hiszpańsko-angielski. Sevilla podejmie u siebie Manchester United. Oczywistym faworytem tego starcia jest nasz rywal zza miedzy. Klub z Andaluzji awansował do 1/8 z niezbyt trudnej grupy, zostawiając w tyle Spartak Moskwa i Maribor. Z drugiej strony barykady, Czerwone Diabły mają już pokaźną stratę do City w lidze, więc logiczne wydaje się skupienie na europejskich rozgrywkach.

Sytuacja ma się więc tak, że na pięć starć Wyspiarzy w tej fazie turnieju, w czterech z nich faworytami wydają się przedstawiciele Premier League. Jedną nogą – a nawet dalej – w ćwierćfinale zameldowały się Liverpool i The Citizens. W bardzo komfortowej sytuacji jest Tottenham, któremu udało się wpakować dwie piłki do siatki na wyjeździe. O sensacji będziemy mogli mówić, jeśli drużyna prowadzona przez Jose Mourinho nie poradzi sobie z Sevillą – większość bukmacherów zapłaci 3zł za każdą złotówkę postawioną na taki scenariusz. Rzecz jasna – nie licząc podatku.

Jedynie Chelsea wydaje się być niezdolna do przebrnięcia do dalszej fazy. Trwają rozważania, czy Conte powinien utrzymać posadę, podczas gdy Katalończycy zaliczani są do faworytów uczestnictwa w finale rozgrywanym w Kijowie. Wciąż jednak trzeba zauważyć, że perspektywa czterech angielskich zespołów wśród ośmiu najlepszych ekip Starego Kontynentu daje jasną odpowiedź, jaką pozycję w Europie zajmuje dziś Premier League.