Bernardo Silva
fot. www.mancity.com

Uff. 0-1. Niełatwe, ale wciąż zwycięstwo. Chyba to zdanie najlepiej oddaje charakter starcia z Leicester City. Mecz ten zakończył się w sobotnie popołudnie zwycięstwem Manchesteru City po bramce Bernardo Silvy. Co wiemy po tym spotkaniu?

Skuteczność do poprawy

O ile Gabriel Jesus oraz Ferran Torres w meczach z Norwich i Arsenalem zagrali fenomenalnie, o tyle w starciu z Leicester nie byli już aż tak skuteczni. Przed meczem pisaliśmy o tym, że dla Torresa będzie to sprawdzian na pozycji napastnika. Po spotkaniu z Lisami już wiemy, że może Torres tego testu nie oblał, ale do ideału trochę brakowało. Podobnie w wykonaniu Jesusa. Zarówno Brazylijczyk jak i Hiszpan znaleźli się w dogodnej sytuacji, by zdobyć gola. To, co ich łączy to skuteczność: żaden z nich nie trafił. Jesus początkowo zmarnował świetną sytuację po strzale głową, następnie Torres oddał zbyt lekki strzał w środek bramki lewą nogą. Nie ma co rozpamiętywać tych sytuacji, ale podczas przerwy można było mieć tylko jedno pytanie w głowie: czemu wciąż jest 0-0? Choć Leicester broniło się skutecznie i ustawiło się bardzo wąsko, by odciąć drogę do zagrania piłki Rodriemu, sytuacji do zdobycia gola przez The Cityzens nie brakowało. Patrząc na pomeczowe expectedGoals widzimy, że City strzeliło mniej więcej o 2 gole mniej, niż powinno. Guardiola w wywiadzie pomeczowym wspominał, że cieszy go ilość sytuacji. Leicester City często było pod naporem gości. W strzałach doskonale to widać: 6 – 25 na korzyść City. Oczywiście, sytuacje są dobre, ale jeszcze lepsze są gole. Odnośnie goli są jednak pozytywy: już 9 piłkarzy City strzelało swoje gole w tym sezonie. Czy jest potrzebna dziewiątka? Odpowiedź na pewno nie jest jednoznaczna. Po tym meczu pewnie powiemy, że tak. Po poprzednich twierdziliśmy, że nie. City nie jest uzależnione od jednego superstrzelca. Strzela każdy. I choć pewnie jeszcze nie raz zapłaczemy za brakiem Kane’a czy Haalanda, aż taka różnorodność to olbrzymi plus. W tym meczu jednak skuteczność nie była naszą mocną stroną.  Na szczęście w poprzednich dwóch meczach zdobyliśmy goli na zapas. Jednak na przyszłość przydałoby się wykorzystywać swoje sytuacje. Za dwa tygodnie City czeka mecz z Chelsea. A jak pokazał mecz The Blues z Aston Villą, mogą oni pokarać za brak skuteczności.

Stabilność to podstawa

W ten weekend doszło do historycznego zdarzenia. Pep Guardiola, znienawidzony przez graczy Fantasy Premier League za rotacje, po raz 3 wystawił tę samą jedenastkę od pierwszej minuty. Po meczach z Norwich i Arsenalem Ci sami piłkarze wybiegli na murawę w starciu z Leicesyer City. 3 raz z rzędu City zachowało mecz z rzędu czyste konto. 3 mecz z rzędu taki sam skład. To pierwsza taka sytuacja, od kiedy Guardiola jest w Premier League.

Miło widzieć brak urazów, który pozwala Katalończykowi wybierać co tydzień taką samą jedenastkę. Świadczy to także o jakości, jaką ma skład Manchesteru City. Być może wynika to z kontuzji kluczowych graczy. Być może świadczy to o jakości zmienników. Obecnie 3 raz z rzędu wyszli na plac Ci sami piłkarze, ale nie jest powiedziane, że będzie tak za tydzień z Southampton. Do zdrowia powoli wracają Kevin De Bruyne oraz Phil Foden. Obaj już trenują. Jest prawdopodobne, że któryś z nich powróci do składu w środowym starciu z RB Lipsk. Niezależnie jednak od tego, czy któryś z nich zagra czy nie, wiadomo już, że City może grać bez swoich gwiazd. Zwłaszcza, że – paradoksalnie – nieobecność Kevina De Bruyne działa pobudzająco na niektórych zawodników. Wystarczy spojrzeć na poprzedni sezon i Ilkaya Gundogana. Gdy Belg jest kontuzjowany mamy także okazję oglądać najlepszą wersję Bernardo Silvy.

Renesans Bernardo

„Jesteśmy tak szczęśliwi, że jest z nami” – takie słowa padły z ust Pepa Guardioli w kontekście Bernardo Silvy po ostatnim gwizku meczu z Leicester City. Nie jest tajemnicą, że Portugalczyk chciał odejść w to lato. Ostatecznie jednak pozostał na Etihad i początek sezonu wskazuje, że była to dobra decyzja. Kto wie, jak będzie wyglądał nasz skład, gdy dojdzie do pełni zdrowia De Bruyne z Fodenem. Obecnie Bernardo wygląda wyśmienicie, a potwierdzeniem tego był mecz z Leicester. Były zawodnik Monaco strzelał na bramkę Schmeichela czterokrotnie (najczęściej ex aequo z Torresem), trzykrotnie celnie (najwięcej z City), trzykrotnie odbierał piłkę wślizgiem (najwięcej z drużyny ex aequo z Joao Cancelo). Zaliczył 3 kluczowe podania oraz strzelił gola na wagę trzech punktów. Absolutnie zasłużył na nagrodę piłkarza meczu. Co więcej, Pep znalazł dla niego nową pozycję.

Nowa rola

W meczu z Leicester widzieliśmy także Silvę na nowej pozycji. Dotychczas Bernardo był ustawiany po prawej stronie. Teraz jest ustawiony jako pomocnik bardziej z lewej. Ma to na celu, jak powiedział sam Guardiola, by co najmniej jeden piłkarz na lewej stronie był lewonożny. To pozwoli graczom na szybsze podejmowanie decyzji, gdyż nie będą musieli przekładać piłki z lewej na prawą. Nie jest to jedyny powód gry Bernardo Silvy jako lewego środkowego pomocnika. Świetnie wygląda jego współpraca z Jackiem Grealishem. Najdroższy piłkarz w historii Premier League zaliczył przeciętny mecz indywidualnie. W spółce z Bernardo wyglądał jednak świetnie. Duet Silva – Grealish stworzył razem 7 szans kolegom i non stop nie przestawał straszyć Leicester. I oby Bernardo podtrzymał taką dyspozycję przez cały sezon. Pep Guardiola mówił po meczu, że jest przekonany, iż Portugalczyk będzie miał wyjątkowo udany sezon. Nam nie pozostaje nic poza czekaniem na kolejne świetne mecze Bernardo. Jak najwięcej takich spotkań jak z Leicester. Bez dwóch zdań MVP.

Bernardo Silva
fot. www.mancity.com

Partido a partido

3 punkty, trzecie z rzędu czyste konto, trzeci raz taka sama jedenastka, świetny Bernardo, ale już nie taka dobra skuteczność. To rzeczy, które powinniśmy zapamiętać po meczu z Leicester. Po czterech kolejkach na koncie City znajduje się 9 punktów, 11 goli strzelonych i zaledwie jedna stracona bramka. Lisy to rywal niewygodny, a jednak The Cityzens zdołali sobie z nimi poradzić. Jeden z najcięższych wyjazdów już za City. Kierując się przysłowiem Cholo Simeone „partido a partido”, teraz czas na regenerację. Będzie ona istotna, zwłaszcza, że już w środę ekipę Guardioli czeka domowe starcie z RB Lipsk w Lidze Mistrzów. A już za tydzień mecz z Southampton. Sezon nabiera tempa i pozostaje tylko mieć nadzieję, że tempo z ostatnich trzech spotkań utrzyma też Manchester City.

Źródło: www.manchestercity.pl

3 KOMENTARZE

  1. Silva jeszcze odegra swoją role i kto wie może jego nastawienie i sytuacja zmieni sie całkowicie w tym sezonie, kto wie może on bedzie jednym z bohaterów tego sezonu. Skutecznośc zdecydowanie do poprawy z Utd,Chelsea,Liverpoolem tylu szans nie bedziemy mieli a oni potrafia wykorzystać nawet jedna jak maja.
    Napastnik topowy musi byc bo skrzydłowych mamy świetnych, zdecydowanie teraz wszystkie siły na Haalanda i zaoferowac BvB odpowiednia kwote oraz teraz jest sezon aby dogadac wysokośc pensji oraz prowizje dla Raioli. Bez Topowego napastnika już w nastepnym sezonie inne kluby moga nam odjechac.

    • zgodzę się. Haaland to podstawa. Uważam, że lepiej jest mieć Haalanda niż go nie mieć, zwłaszcza. że mówi się o nim w kontekście PSG czy Man Utd. Gość jest kosmiczny i na ten moment daje on gwarancję goli na minimum kilka lat. W tym sezonie jeszcze nie raz zapłaczemy za brakiem napastnika, zwłaszcza w meczach, gdzie będzie nisko osadzona obrona rywala.

  2. Powinniśmy wygrać większą różnią bramek, ale wygrana z trudnym rywalem cieszy. Czekam na występy Fodena i De Bruyne, którzy w formie zapewne będą mieć pierwszy skład. Zauważyłem również, że eksperci ze sky sports kolejny raz chwalą występ Canselo na lewej stronie defensywy, a wiadomo że z tą pozycją mamy od dawna problemy. Co do minusów do Rodi, jakoś mnie nie przekonuje, mało odbiorów, ma trochę inną charakterystykę gracza jak na tą pozycję.
    Najważniejsze 3 punkty, idziemy dalej, oby w kolejnych meczach nasza gra wyglądała jeszcze lepiej