fot. www.mancity.com

Gdybym mógł wcielić się w postać Pepa Guardioli i stanąć przed możliwością apelu do kibiców Manchesteru City nie prosiłbym o przyjście na mecz. Raczej poświęciłbym uwagę temu, aby pozostać stabilnym. Stabilnym w poglądach na temat The Cityzens. Ocenianie drużyny z Etihad w ostatnich tygodniach przypomina debatę nad Grzegorzem Krychowiakiem w polskiej kadrze: co mecz inne zdanie, co mecz przejście od ściany do ściany. Ze skrajności w skrajność. Widać to zwłaszcza po remisie z Southampton.  A może prawda leży gdzieś po środku?

W ubiegłą sobotę drużyna Manchesteru City wkraczała w dobrych humorach. 16 goli w 3 ostatnich meczach u siebie, tylko 1 gol stracony, 3 czyste konta i naprawdę przekonująca gra. Wyśmienicie prezentował się Jack Grealish, który od początku stał się piłkarzem pierwszego składu. Imponująco w sezon wszedł także Ferran Torres czy Gabriel Jesus, czyli gracze zamienieni pozycjami: Torres przeskoczył ze skrzydła na środek ataku, a Brazylijczyk na odwrót. Dobry humor przed meczem z Southampton mógł być jedynie zaburzony przez Pepa Guardiolę i jego wypowiedź odnośnie publiczności. Katalończyk apelował do fanów o stawienie się na mecz ze Świętymi. Argumentował to koniecznością wsparcia jego piłkarzy, którzy będą zmęczeni spotkaniem z RB Lipsk w środku tygodnia. Mimo kilku niesnasek na linii fani – Pep, każdy był zachwycony startem sezonu Manchesteru City.

Nagła zmiana nastrojów

Wystarczyło jednak 90 nieudanych minut żeby nastroje były kompletnie inne. Oczywiście – nie był to mecz dobry w wykonaniu City. Tylko 1 celny strzał (oddany dopiero w 90 minucie) to najmniej od 2017 roku w Premier League w wykonaniu graczy Guardioli. Ekipa Świętych mogła irytować kibiców na Etihad swoimi doskokami, przeszkadzaniem i ogólnie nadzwyczaj dobrą grą w defensywie, która zaowocowała wynikiem 0-0 i wywiezieniem z Etihad punktu. Kibice Southampton mogą być zadowoleni ze swoich idoli, czego nie można powiedzieć o fanach City, choć Ci powinni pamiętać, że sytuacja nie jest czarno-biała. Święci w tym sezonie zatrzymali już West Ham, Manchester United oraz City. Sytuacja obronna w ekipie Hassenhuttla znacznie się poprawiła względem poprzedniego sezonu. Na koniec ubiegłorocznej kampanii Święci stracili najwięcej goli w lidze po WBA. Teraz w 3 meczach z drużynami z ubiegłorocznego TOP6 (West Ham, Man United oraz Man City) gracze Austriaka ugrali 3 punkty, stracili tylko 1 bramkę i dopuścili do 8 strzałów celnych na swoją bramkę. Poprawa gry w obronie jest aż nadto widoczna. I dało się to zauważyć w meczu na Etihad.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni

Z jednej strony gracze Pepa oddali tylko 1 celny strzał, ale z drugiej naprawdę sporo było sytuacji, gdy piłkarze Świętych ofiarnymi interwencjami ratowali skórę McCarthy’emu. Niby głupio jest stracić punkty z Southampton i z pewnością gdyby ten mecz był pytaniem w „Milionerach” raczej nie powinno się marnować tutaj koła ratunkowego. Warto jednak pamiętać, że Świętych nie pokonali także gracze Manchesteru United czy West Hamu, a City wciąż traci jedynie 3 punkty do lidera. Czy spotkanie z drużyną z St. Mary’s Stadium jakkolwiek przekreśla wcześniejsze osiągnięcia The Cityzens? Czy jedno słabsze popołudnie powinno skutkować komentarzami odnoszącymi się do Pepa Guardioli i tego, że celowo remisuje, by odejść z klubu? Czy jeden mecz na 0-0 mówi, że drużyna City ma kłopoty w ofensywie?

źródło: mancity.com

Jesteś tak dobry jak Twój ostatni mecz

Oczywiście, że nie. Manchester City to mistrzowie Anglii. Warto wspomnieć, że po 10 kolejkach poprzedniego sezonu City w swoim bilansie ligowym miało porażkę 2-5 z Leicester u siebie, a także remisy z West Hamem, Leeds czy WBA. I choć ubiegła kampania z pewnością była specyficzna, a w tym roku konkurencja jest nieporównywalnie większa, to warto pamiętać, że najważniejsze jak się sezon kończy, nie zaczyna. A nawet jeśli ktoś ma inne zdanie, to wciąż nie jest źle z początkiem Manchesteru City: po 5 kolejkach 10 punktów, 3 straty do lidera, najwięcej bramek w lidze i tylko jeden gol stracony. Ale kto by o tym pamiętał, skoro ostatni mecz był beznadziejny? Nie zapominajmy, jak prawdziwe jest stare piłkarskie porzekadło: „jesteś tak dobry jak Twój ostatni mecz”. Drużyna Manchesteru City przed meczem z Southampton była chwalona przez każdego, zdobyła 16 bramek w 3 meczach domowych w tym sezonie i poza falstartem, czyli porażką z Tottenhamem w pierwszej kolejce zaliczyła idealny początek nowej kampanii ligowej.

Zacznijmy od siebie

Teraz jednak nikt o tym nie pamięta. Przed Pepem i jego zespołem ciężkie wyzwania: spotkania z Chelsea, PSG oraz Liverpoolem zdecydowanie powiedzą nam więcej o Manchesterze City. Bo prawda jest taka, że ani Obywatele nie są tak mocni, jak pokazały to mecze z Arsenalem czy Norwich, ani nie są tak beznadziejni jak w oczach wielu kibiców po meczu z Southampton. Za dwa tygodnie będziemy mogli być w sytuacji świetnej: po wygranych z Chelsea i Liverpoolem, a także po zwycięstwie z PSG. Równie dobrze jednak każde z tych spotkań drużyna Guardioli może przegrać. A Nam, Fanom, nie pozostaje nic innego jak nie obijać się od ściany do ściany w swoich poglądach. Krytykujmy, ale nie głośmy zbyt odważnych wniosków na podstawie jednego meczu. Dlatego, drodzy Czytelnicy, bądźmy stoikami: nie dramatyzujmy po jednym słabszym występie i – analogicznie – nie zachwycajmy się jednorazowym zwycięstwem. Jeśli oczekujemy stabilności od piłkarzy, sami musimy także ją w sobie mieć.

Źródło: www.manchestercity.pl