Ilkay Gundogan Joe Cancelo
fot. www.mancity.com

Manchester City pokonał Lipsk 6-3 na Etihad w starciu otwierającym tegoroczną edycję Ligę Mistrzów. Nie był to mecz łatwy, ale zakończony zwycięstwem i goleadą piłkarzy Guardioli. Ostatecznie liczy się udany początek, ale warto na chwilę się zatrzymać. Czego nauczyło nas spotkanie z Lipskiem?

Jack Grealish i obalenie mitów

Przed tym meczem wielu fanów zadawało sobie nerwowe pytania. Powszechne były wątpliwości, jak dogada się na boisku Jack Grealish z Kevinem De Bruyne, a także czy najdroższy piłkarz w historii Premier League sprawdzi się na najwyższym poziomie. Można było przecież pomyśleć: „26 lat i jeszcze nie debiutował w Lidze Mistrzów? To nie może być tak dobry.” Przed tym sezonem także względem Grealisha pojawiało się wiele teorii – rzekomo pierwszy sezon miał być aklimatyzacją, mniejszą ilością minut w meczach, a większą na boisku treningowym, by zrozumieć system, w jakim gra Manchester City. Okazało się, że Grealish wszystkie te mity obalił, a wątpliwości rozwiał. Gol i asysta w debiucie, jeden z najlepszych na boisku, w dodatku kluczowa postać przy nie tylko golach 1 i 4, a także 2 i 3, gdzie brał udział. Jego współpraca z Kevinem De Bruyne? Być może nie był to mecz, gdzie przeprowadzali cudowne dwójkowe akcje, ale wydaje się, że Anglik został zakupiony, by zagrożenie na wielką skalę szło z obu stron. A nawet jeśli ktoś chciałby ich wspólnej akcji – proszę, gol na 2-0. Mukiele zmuszony był przeciąć piłkę graną przez De Bruyne do Grealisha, bo inaczej i tak padłby gol. Były kapitan Aston Villi zagrał w każdym spotkaniu tego sezonu od pierwszej minuty. Bynajmniej nie gra z powodu ceny czy żeby się przysłowiowo „spłacał”. Grealish gra, bo jest na ten moment w świetnej formie – kto wie, czy nie najlepszej z Manchesteru City. W wywiadzie dla SkySports w sierpniu powiedział, że pod koniec sezonu chce być najczęściej wspominanym piłkarzem z Premier League. I takimi meczami jak ten z RB Lipsk tylko się do tego zbliża.

W Manchesterze pada

Każdy wie, jak wygląda typowa angielska pogoda, zwłaszcza w Manchesterze. Często mży, kropi, jest nieprzyjemnie. Wydaje się, że dla innych nieprzyjemne są wizyty na Etihad nie tylko ze względów pogodowych, ale także meczowych. Bo to, co najczęściej pada na tym stadionie to nie deszcz, a gole. Patrzymy na ostatnie 4 mecze na Etihad: 4 zwycięstwa, 3 razy 5-0, raz 6-3, ogólny bilans bramkowy 21-3. Nigdy stadion Manchestreru City nie był jakąś niebywałą fortecą. Nawet wczoraj, na spotkaniu z RB Lipsk, nie było pełnych trybun, a wolnych miejsc pojawiło się na tyle sporo, że Pep Guardiola po meczu apelował w wywiadzie do kibiców, by Ci przyszli na sobotni mecz z Southampton. Prawda jest jednak taka, że patrząc na występy piłkarzy The Cityzens można odnieść wrażenie, że nie obchodzi ich, ile kibiców jest na trybunach. Każdy mecz u siebie wiąże się z natarczywymi atakami, kreatywnością, polotem, a przede wszystkim masą goli. Co też istotne, być może Arsenal czy Norwich, z którymi City grało na początku tego sezonu, nie są ekipami z topu. Z najwyższego poziomu jest jednak Lipsk, który zajął pozycję wicemistrza Niemiec w ubiegłym sezonie i mimo słabego startu obecnego sezonu mało kto przed starciem z Die Roten Bullen powiedziałby, że City zdobędzie 6 goli. Co też warte uwagi – ostatnie mecze domowe z ekipami z Niemiec w Lidze Mistrzów to również grad goli. Wystarczy spojrzeć na liczby: ostatnie 4 mecze z rywalami z Bundesligi u siebie to 17 goli, co daje średnią lekko ponad 4 gole na mecz. Bramki padają na Etihad niezależnie od tego, kto zawita na stadion mistrzów Anglii i pozostaje tylko z niecierpliwością czekać na sobotnie starcie z Southampton, które wygląda w defensywie co najmniej przyzwoicie.

Kłopoty w obronie

Ten mecz jednak nie był idealny w wykonaniu City. 3 strzały celne, 3 gole Lipska, 3 bramki Nkunku. Można się sprzeczać, czy Ederson mógł zrobić coś więcej przy którymś ze strzałów czy nie, ale jedno nie ulega wątpliwości: RB Lipsk obnażył drużynę Guardioli pod względem jednego elementu, czyli gry w defensywie. Początek tego sezonu był dla graczy City niemalże idealny jeśli chodzi o obronę: tylko 1 gol stracony w 4 kolejkach Premier League, najniższe expectedGoalsAgainst, 3 czyste konta i de facto idealna postawa bez piłki zespołu. Prawda jest jednak taka, że – jak już wspominałem wyżej – RB Lipsk to ekipa nieco lepsza od naszych rywali z początku sezonu. I o ile występ w defensywie przeciwko Leicester City w sobotę był naprawdę porządny i okraszony czystym kontem, o tyle mecz z drużyną Jessego Marscha już defensywnie był zwyczajnie słaby. Mnożyły się błędy w ustawieniu. Pierwsze błędy pochodziły od Jacka Grealisha oraz Riyada Mahreza, którym Guardiola z furią wypisaną na twarzy tłumaczył, jak powinni się zachowywać w obronie. Nie popisał się także Oleksandr Zinchenko – Ukrainiec nie pomagał City w grze obronnej, a co gorsza miał obok siebie Nathana Ake. Holender, nie licząc gola, nie wyglądał najpewniej w środę i z pewnością można się przyczepić do jego gry w defensywie. Oczywiście, nie grał Stones czy Laporte, czyli podstawowi stoperzy, ale wciąż można mieć obawy. Za półtora tygodnia Manchester City pojedzie na Stamford Bridge, by zmierzyć się z drużyną, która jak nikt potrafi skontrować: Chelsea. The Blues również zgarnęli 3 punkty na otwarcie Ligi Mistrzów pokonując u siebie Zenit 1-0. Drużyna Tuchela w ubiegłym sezonie pokonała The Citizens trzykrotnie i za każdym razem szybko wyprowadzone ataki były tego przyczyną. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że City zdoła naprawić przeciekającą obronę na starcie z The Blues.

Środowy mecz  RB Lipsk był zachwycający, jeśli chodzi o grę w ofensywie. W obronie było się już do czego przyczepić, ale jak mawiał Kazimierz Górski w futbolu chodzi o to, by zdobyć co najmniej jedną bramkę więcej, niż rywal. Manchester City zdobył aż 3 więcej niż goście i udanie zainaugurował tę kampanię w Lidze Mistrzów. Kolejne wyzwanie to Southampton w Premier League u siebie o 16:00. Będzie się działo.

Źródło: www.manchestercity.pl