Grealish Jack

Opening Day w Premier League to zawsze wielkie wydarzenie. Najwięcej osób, z wyjątkiem spotkań „na szczycie”, kieruje swój wzrok właśnie na pierwszą kolejkę sezonu. Wszystkie konie w stajni, pada sygnał do startu, publiczność wstrzymuje oddech, a Manchester City zalicza faul start.

Przyznam, że nie spodziewałem się zbyt wiele po tym spotkaniu. Okres przygotowawczy u Guardioli zaczął się dosyć późno. Część piłkarzy wróciła z urlopu dopiero w zeszłym tygodniu. Dlatego towarzyszyło mi przeczucie, że zagramy trochę jak w sparingu. Nie oczekiwałem ładu i składu, bo i czasu na przygotowanie drużyny było bardzo mało. Jednak stając naprzeciw Tottenhamu, który już od jakiegoś czasu nie należy do ścisłej czołówki Premier League, spodziewałbym się lepszego rezultatu od tego, który padł w niedzielnym spotkaniu. Były momenty lepsze, ale zdecydowanie więcej było tych negatywnych, w których The Cityzens tracili piłkę, mieli problem z konstruowaniem akcji i bieganiem.

Najlepsza defensywa na Wyspach?

Defensywa była kluczem do mistrzostwa w sezonie 2020/21. W spotkaniu z Tottenhamem nie było tego widać. Ederson był jednym z tych zawodników, którzy swój urlop skończyli najpóźniej. I było to widać. Mógł zrobić zdecydowanie więcej przy strzale Sona, a i we wcześniejszej sytuacji wynik ratował Gündogan. W takiej sytuacji może warto dać szansę Steffenowi, który w meczu o Tarczę Wspólnoty zanotował całkiem niezły występ. Niepewny w tym meczu był także Nathan Ake, który szczególnie na początku meczu chyba miał z tyłu głowy swoją gafę w meczu z Leicester. Dużo niepewnych podań, nerwowość w wyprowadzaniu piłki – w żargonie piłkarskim był nieco elektryczny. Chyba najgorszy występ z całej formacji odnotował Benjamin Mendy. Francuz był bardzo przewidywalny. Dostawał piłkę w okolicy 25 metra i natychmiast ją dośrodkowywał. Zazwyczaj nie celnie. Parł do przodu przez co zostawiał spore wyrwy, które ochoczo wykorzystywali gracze Spurs. Nie jest to dobry prognostyk jego występów, a szkoda bo w Monako oraz tuż po przyjściu do City wyglądał bardzo obiecująco. Guardiola wystawił go drugi raz z rzędu, ale wątpię czy Katalończyk ma tyle cierpliwości by za tydzień postawić go przeciw Norwich. Ruben Dias zagrał swoje, po prostu. Był, jak zwykle zresztą, pewnym punktem defensywy. O Joao Cancelo powiedzieć można, że próbował sił zarówno w ataku i defensywie. Pamiętamy świetną pierwszą część poprzedniego sezonu w jego wykonaniu? Ten mecz to prognostyk, że w tym roku może być podobnie!

Środek pola

Fernandinho zagrał bardzo zwyczajny mecz. Wydaje mi się, że trzeba się już oswajać z myślą, że to ostatni sezon brazylijskiego zawodnika. Imponuje on doświadczeniem i pomysłowością, ale ma coraz większe problemy z utrzymaniem odpowiedniego tempa gry. Gündogan, jak wspomniałem wcześniej, uratował drużynę przed stratą bramki zastawiając ciałem strzał Lucasa. Z rzutu wolnego o mało nie wpakował piłki do siatki, a przy polu karnym stwarzał sytuacje. Po prostu solidny występ niemieckiego pomocnika. Debiutant w barwach Manchesteru City w Premier League, Jack Grealish również wyglądał dobrze. Dużo pracował na boisku, zarówno przy polu karnym przeciwnika, jak i pod własną szesnastką. Sporo udanych dryblingów, po których przeciwnicy często musieli ratować się faulami. Szkoda tylko, że z nic z tego nie wyszło chociaż nie wiele brakowało, a odnotował by asystę po dograniu do Mahreza.

Ofensywa

Tu chyba można mieć najwięcej zastrzeżeń. Wyglądało to podobnie jak w wielu poprzednich meczach – m.in. z Chelsea, Manchesterem United lub przegraną z Brighton. Ewidentnie istnieje problem z konstruowaniem akcji pod polem karnym przeciwnika. Mahrez miał kilka dobrych dryblingów i jeden bardzo nie celny strzał. Potem zgasł. Ferran Torres również nie błyszczał chociaż miał jedną znakomitą okazję na podwyższenie wyniku. Sterling wyglądał lepiej niż w poprzednim sezonie, ale to wciąż nie była idealna forma Anglika. Równie dużo dryblował, co narzekał i machał rękoma w stronę kolegów z drużyny.

Zmiany, zmiany, zmiany…

Z ławki podniosło się trzech zawodników. Gabriel Jesus próbował atakować bramkę rywala, ale jak to zwykle bywa, nie skutecznie. Brazylijczyk znowu częściej okupował lewe skrzydło zamiast pozycji numer '9′. Zinchenko i Kevin De Bruyne zagrali lekko ponad 10 minut. O ile ten pierwszy wyglądał po prostu dobrze, to Belg wprowadził widoczną zmianę. Zmotywował drużynę do ataku i próbował oddawać strzały na bramkę rywala. Jego współpraca z Grealishem wyglądała obiecująco i zanosi się na to, że gdy obaj panowie będą zdrowi, to żaden rywal nam nie straszny.

Czy powinniśmy się martwić?

Traktuję ten mecz z przymrużeniem oka. Mimo, że sezon się zaczął to przed nami jeszcze około 60 spotkań. Może i lepiej zacząć spokojniej, niż zbyt mocno, a potem złapać zadyszkę. The Cityzens pokazali w zeszłym roku, że potrafią odrabiać straty i ta porażka w żadnym wypadku nie zmienia tego, że to właśnie podopieczni Guardioli są głównym faworytem do zdobycia mistrzostwa.

Minusy:

Niepewna defensywa, problemy z wykończeniem akcji, brak osoby odpowiedzialnej za zdobywanie bramek

Plusy:

Obiecujący początek meczu, dobre zmiany, cieszy widok zdrowego Kevina De Bruyne

Źródło: www.manchestercity.pl