fot. www.mancity.com

Pep Guardiola. Geniusz. Trener. Spadkobierca Cruyffa. Najbardziej utytułowany trener obecnie pracujący w futbolu. Nikt mu tego nie zabierze. Ale z pewnością wiele zabrał mu w ostatnich miesiącach Thomas Tuchel. Jako największy fan Guardiolizmu pokonał on Pepa trzykrotnie na wiosnę i podał w wątpliwość styl drużyny Pepa Guardioli.

Nikt nie powinien się z tym kłócić: Pep Guardiola to najlepszy trener ostatnich 15 lat w futbolu. Katalończyk to geniusz, który pod każdym względem zrewolucjonizował futbol. Zarówno wprowadził (albo prędzej odświeżył) innowacje takie jak fałszywa dziewiątka, formacja 4-6-0 czy system W-M. Także sposób rozmów o futbolu z Guardiolą jest kompletnie inny. Od dawna nie było tak wpływowego szkoleniowca, który zrewolucjonizował cały piłkarski świat. Ktoś, a zwłaszcza kibice Manchesteru United, będą się sprzeczać i mówić, że to Ferguson jest najlepszym trenerem w historii. Niewykluczone, że tak. Ale nawet Ferguson musi ustąpić Guardiolizmowi.

Cruyffizm

Pep to dziedzic i uczeń największego dotychczas trenera i wizjonera w światowym futbolu. Oczywiście, są postacie takie jak Vic Buckingham, Rinus Michels czy Walery Łobanowski, które miały wielki wpływ na piłkę i jej rozumienie, ale nikt nie przebije pod tym względem Johana Cruyffa. Cruyffizm zdominował świat – Holender stworzył wpierw cudowny Ajax oraz świetną Barcelonę jako piłkarz w latach 70. Gdy piłka nożna przechodziła kryzys i stawała się nudniejsza niż kiedykolwiek (1990 rok i mundial we Włoszech) Cruyff po raz kolejny o sobie przypomniał – jako trener Barcelony wykreował tak zwany „dream team” z Christo Stoichkovem, Ronaldem Koeamanem czy Michaelem Laudrupem na czele. Ale w tej ekipie grał także chłopak, o którym Cruyff powiedział, że „porusza się wolniej niż moja babcia”. I ten chłopak został jego następcą.

źródło: marca.com

Pep vs Jose po raz pierwszy

Można się sprzeczać, ale z pewnością erę piłki nożnej można podzielić na etap przedcruyffiański oraz pocruyffiański. Duch ruchu, który można określić mianem Cruyffizmu i filozofii Holendra unosił się nad światem futbolu przez przeszło dekadę. Nadal jednak był wyjątkowo mocno wyczuwalny, co można było zobaczyć choćby w przypadku wyboru trenera Barcelony po Franku Rijkaardzie. Dwóch kandydatów: wtedy jeszcze nieznany Pep Guardiola oraz Jose Mourinho, cyniczny trener Chelsea oraz były asystent Bobby’ego Robsona na Camp Nou. Dlaczego wybór padł na tego pierwszego? Tak poradził Cruyff, widząc w nim swojego następcę.

Początek Guardiolizmu

Trzeba cesarzowi oddać, co cesarskie: Cruyff się nie pomylił. Tak oto, stojąc 13 lat po objęciu Barcy przez Guardiolę można śmiało stwierdzić, że Cruyffizm nie jest już aż tak obecny właśnie dzięki – paradoksalnie – uczniowi Cruyffa. Pep Guardiola przez okres swojej pracy zwłaszcza na początku, w Barcelonie, wzniósł futbolowy artyzm na wyższy poziom. Barcelona z 2009 roku – taka odpowiedź zapewne padłaby z ust większości widzów, gdyby się ich spytać o najładniej grający zespół w historii. Gra na jeden kontakt, wymiany pozycji, tiki taka, piłka się cieszy. To wszystko wprowadził Guardiola, a do tego połączył ten ekscytujący styl gry ze zdobywaniem trofeów. To jego ekipa jako pierwsza w historii wygrała 6 pucharów w jednym roku. Zatem – niezależnie czy to się komuś podoba czy nie – stworzył się nowy kult. Guardiolizm.

Pep Guardiola
fot. www.mancity.com

Popularyzacja

Guardiolizm rozlał się wszędzie. Miała na to wpływ ogólnodostępna transmisja spotkań w telewizji oraz coraz większa globalizacja, ale nigdy wcześniej żaden trener nie miał aż takiego wpływu na futbol jak Pep Guardiola. Nagle każdy chciał grać jak jego Barcelona. Oczywiście, wraz z rozpowszechnieniem Guardiolizmu powstały także środki przeciwdziałające stylowi gry preferowanemu przez Pepa. Przykładem może być choćby Jose Mourinho, a także każdy, kto poszedł jego ścieżką. Mimo wszystko, to Guardiola i jego zespół wyznacza standardy i kierunek światowego grania w piłkę, to jego Barcelonę, Bayern czy Manchester City chce naśladować każdy: poczynając od trenerów juniorów aż po Florentino Pereza, prezydenta Realu Madryt, który od lat pragnął mieć swojego Guardiolę (i znalazł go w osobie Zinedina Zidane’a). Natomiast jest jeszcze coś, co niesie ze sobą popularyzacja stylu opartego o filozofię Pepa. Idą za tym uczniowie.

Skromny chłopak z Mainz

I tu dochodzimy do postaci jednego z takich uczniów: Thomasa Tuchela. Jeszcze jako trener młodzików czy też już pracując w Mainz, Niemiec pragnął naśladować Guardiolę. Podpatrywał go. Analizował jego zespół, ruchy z piłką i bez niej zawodników wtedy jeszcze Barcelony. Był nawet w Barcelonie, aby obejrzeć trening zespołu Dumy Katalonii. I to, co Pep robił z Blaugraną, to Tuchel robił z Mainz. Streszczając – udało mu się. Niemiec zmienił zespół walczący o utrzymanie w drużynę bijącą się o europejskie puchary, a przy tym grał najładniejszy futbol w Niemczech. Do czasu, gdy do Bayernu dołączył Pep Guardiola. Wtedy i Tuchel wykonał swój pierwszy krok ku szczytom futbolu: zamienił on Mainz na Borussię Dortmund, a praca jaką tam wykonywał była tak imponująca, że Pep w rozmowach z właścicielami Bayernu jako swojego następcę wymieniał właśnie Tuchela.

Jak rozpoznać dobrego trenera?

Wracając do Guardiolizmu: kult ten pokazuje też coś więcej: którzy trenerzy są najlepsi na świecie. Oczywiście, w centrum stawia on Guardiolę, jako wzór i swego rodzaju zbiór cech, do których powinien dążyć każdy trener. Ale każdy, kto choć na moment był w stanie przerwać dominację Pepa, a jego zespół był w stanie poddać w wątpliwość Guardiolizm jest wymieniany jako jeden z najlepszych fachowców na świecie. Spójrzmy na Jose Mourinho: to on przerwał, mimo brutalnego stylu, passę zwycięstw Barcelony Guardioli. To za to wiele osób go pamięta. Z drugiej strony: Jurgen Klopp. Niemiec jest tym, który znalazł antidotum na filozofię Pepa w postaci gegenpressingu. To jego Liverpool sprawiał Guardioli w City wiele kłopotów i wyrwał Katalończykowi mistrzostwo w sezonie 19/20.

Największe zmartwienie Pepa

I jest też Tuchel. Tuchel, uczeń Guardioli, który pokonał mistrza trzykrotnie na wiosnę. Za każdym razem zespół Pepa wydawał się bezradny wobec Chelsea Niemca, który – mimo fascynacji Guardiolizmem – ukorzył się przed stylem Katalończyka i by go pokonać sięgnął po środki bardziej Mourinhowskie. Nisko osadzona obrona, duża dyscyplina i kontrataki. Najwybitniejszy uczeń Pepa Guardioli, którego sam Katalończyk namaszczał na swojego następcę na Allianz Arena teraz jest jego największym zmartwieniem. Bo znów mierzą się ze sobą.

Tuchel kontra Pep

Przechodząc do meritum: Guardiolizm rozlał się po świecie do takiego stopnia, że to nie nagroda dla trenera roku czy sezonu jest największym zaszczytem dla jakiegokolwiek trenera. Jeśli o kimś mówi się, że sprawił on kłopoty Guardioli – to jest największa z możliwych pochwał względem jakiegokolwiek trenera. A tak trzeba określić Tuchela – na ten moment on nic nie musi. To Pep musi stworzyć coś nowego, co zaskoczy i pokona Chelsea. Tuchel zmusza Guardiolę do niecodziennego wysiłku: Katalończyk nie może kazać swoim piłkarzom grać tak, jak potrafią, bo Tuchel doskonale wie, jakie mechanizmy kierują graczami Guardioli. Pep musi coś wymyślić. I to największa możliwa pochwała dla trenera drużyny przeciwnej.

Wiele razy przytaczana była już anegdota o rozmowie Pepa z Tuchelem w restauracji w Niemczech, gdzie używali solniczek i pieprzniczek, by dyskutować o futbolu i taktyce. Już w tę sobotę, w meczu Chelsea – Manchester City, obejrzymy po raz kolejny przesuwanie solniczek i pieprzniczek, ale tym razem na żywo. Fakty są jednak takie, że – co by nie mówić o Guardioli i jego stylu gry – Thomas Tuchel jako największy fan Pepa w poprzednim sezonie znalazł antidotum na Guardiolizm. Teraz piłeczka jest po stronie Guardioli.

Źródło: www.manchestercity.pl

2 KOMENTARZE