Manchester City
fot. www.mancity.com

W tę sobotę dojdzie do starcia tytanów. Rewanż za finał Ligi Mistrzów czy półfinał FA Cup, pojedynek wielkich trenerskich umysłów, walka dwóch klubów wzniesionych na pieniądzach zamożnych właścicieli – można to opisywać jak się chce. Chelsea vs Manchester City. Drużyny o wielkich finansach, szerokich kadrach. Można spokojnie ten mecz zapowiedzieć jako rywalizację najlepszych klubów na świecie. Jakie starcia na boisku będą kluczowe dla przebiegu tego spotkania?

Ruben Dias vs Romelu Lukaku

Jeszcze rok temu drużyna Pepa Guardioli traciła 5 goli u siebie z Leicester City, obrona była rozbita, a drużyna pozbawiona klarownego lidera. Nie trzeba mówić, kto rozwiązał te problemy. Ruben Dias może swoją karierę w Manchesterze określić mianem „veni vidi vici” – od razu po jego przyjściu było widać diametralną różnicę w poruszaniu się kolegów nieustannie instruowanych przez Portugalczyka. Pod jego wodzą rozwinął się John Stones, a cała defensywa Manchesteru City wyglądała najlepiej, od kiedy do klubu dołączył Pep Guardiola. Najlepszy obrońca UEFA w poprzednim sezonie będzie miał w meczu z The Blues nie lada wyzwanie – powstrzymać Romelu Lukaku. Podobnie jak City rok temu brakowało lidera w obronie, tak Chelsea brakowało klarownej postaci numer 1 w ofensywie. Zagubiony był Timo Werner, Kai Havertz nie przekonywał, co skutkowało ogromem niewykorzystanych sytuacji (3. Miejsce w lidze pod tym względem). W to lato jednak na Stamford Bridge zawitał Lukaku – piłkarz, który ma mieć analogiczny wpływ na atak Chelsea, co Dias na obronę Manchesteru City. Belg w ubiegłym sezonie Serie A strzelił 24 gole, zaliczył 11 asyst i był silnikiem napędowym mistrzowskiego Interu Antonio Conte. I choć do zatrzymania Belga potrzeba będzie dwóch stoperów (jeden przy nim, drugi będący asekuracją – tak jak zrobili to Giorgio Chiellini i Leonardo Bonucci w ćwierćfinale Euro 2020), to właśnie pojedynek Diasa z Lukaku wyrasta na jeden z ważniejszych tego meczu. Najlepszy obrońca poprzedniego sezonu Premier League kontra najlepszy napastnik ubiegłej kampanii Serie A. Dwóch liderów, dwóch siłaczy. Kto wyjdzie z tego starcia zwycięską ręką zapewni swojej drużynie ogromną przewagę.

źródło: chelseafc.com

Kevin De Bruyne vs N’golo Kante

De Bruyne od finału Ligi Mistrzów z Chelsea w maju 2021 roku boryka się z kłopotami zdrowotnymi. Wtedy zszedł z boiska z urazem twarzy, następnie na Euro meczem z Belgią pogorszył kondycję swojej kostki, przez co powoli wracał na początek tego sezonu. Jednak jego ostatnie występy z RB Lipsk oraz Wycombe każą sądzić, że Belg jest szykowany na starcie z The Blues w sobotnie popołudnie od pierwszej minuty. Naprzeciw niego jednak nie lada rywal – jednego z najlepszych kreatorów na świecie będzie chciał powstrzymać jeden z najlepszych odbierających piłkę pomocników na świecie, Ngolo Kante. Francuz, podobnie jak De Bruyne, mierzył się z kłopotami zdrowotnymi choćby w meczu z Liverpoolem, gdzie musiał zejść w przerwie z powodu urazów. Bez Kante kadra Chelsea jest niezwykle wąska jeśli chodzi o środek pola, a do tego brak tam typowo defensywnego pomocnika: Kovacic oraz Saul mają spore umiejętności, ale nie gwarantują tego, co potrafi Francuz. Przy defensywnym podejściu graczy Chelsea i bardzo skomasowanej odbiorze Kante jest kluczowy nie tylko jeśli chodzi o odbiór, doskok i przechwyty, ale także w szybkim przejściu z obrony do ataku. To między De Bruyne, a Kante rozegra się bitwa o środek pola. Być może nie zobaczymy ich bezpośredniego pojedynku, bo – kto wie – możliwe jest, że najlepszy asystent Manchesteru City zagra jako fałszywa dziewiątka lub ktoś, kto ma za zadanie odcinać od podań Jorginho, ale wciąż to Kante z De Bruyne będą nadawali ton i tempo meczowi na Stamford Bridge.

Jack Grealish vs Reece James

Obaj znają się wyśmienicie z reprezentacji Anglii. Obaj prezentują nadzwyczaj równą dyspozycję na początku tego sezonu. James jest najlepszym piłkarzem startu kampanii w Chelsea, a Jack Grealish prawdopodobnie robi najlepsze wrażenie z całej drużyny w pierwszych tygodniach trwania sezonu. Najpewniej też obu zobaczymy w wyjściowych składach drużyn mierzących się w sobotę o 13:30 i jest wiele powodów, by sądzić, że to zdarzenia między Grealishem a Jamesem będą decydujące dla przebiegu meczu Chelsea z Manchesterem City. Z całej Premier League nikt tyle razy co Jack Grealish nie wprowadzał piłki w pole karne rywala. Żaden piłkarz nie wykonał tylu zagrań w szesnastkę przeciwników. Jedynie Trent Alexander-Arnold ma więcej „kluczowych podań” od byłego kapitana Aston Villi. Pod nieobecność De Bruyne to Grealish wziął na siebie ciężar prowadzenia gry i kreowania szans kolegom z zespołu. Teraz jednak mierzy się on z nie lada przeciwnikiem – Reece James zalicza świetny początek sezonu. Dynamiczny, szybki, bardzo silny i skuteczny w odbiorze. W finale Ligi Mistrzów James zagrał tak dobrze, że można zakładać, iż po powrocie do domu z kieszeni wyjął kluczyki do auta, portfel oraz Raheema Sterlinga. Teraz jednak mierzy się z najgroźniejszym piłkarzem w lidze – Grealish może zarówno skorzystać z dryblingu jak i zagrać innemu koledze, który będzie w dobrej sytuacji. Jeśli Kevin De Bruyne nie będzie grał dobrze to właśnie na Grealishu spoczywa odpowiedzialność za kreowanie sytuacji. Został sprowadzony po to, by moc w ofensywie była jeszcze większa. W tym meczu, jak nigdy wcześniej, Anglik ma szansę pokazać, na co go stać.

źródło: mancity.com

Gabriel Jesus vs Marcos Alonso

Obaj wyżej wymienieni to ciekawe przypadki piłkarzy mających wiele wspólnego. Zarówno Brazylijczyk jak i Hiszpan zaliczyli wyśmienity początek karier w swoich drużynach tylko po to, by za trochę być wypychanym z klubu przez kibiców. Teraz jednak obaj stanowią o sile kolejno Manchesteru City i Chelsea. Obaj mają coś do udowodnienia nie tylko fanom, ale też sobie. Jesus to zawodnik, którego ciężko jest jakkolwiek opisać: sztuką jest stwierdzić czy jest on skrzydłowym czy napastnikiem. Początek sezonu to pokaz jego umiejętności na skrzydle, świetna gra przede wszystkim w ofensywie: w 6 meczach strzelił 2 bramki i zaliczył 3 asysty. Kiedyś Gabriel Jesus mówił w wywiadzie, że przez swoje ciężkie dzieciństwo nie wstydzi się harować na murawie. Nie brzydzi go gra w defensywie. Całe szczęście, bo przy założeniu, że Brazylijczyk wyjdzie na murawę jako prawoskrzydłowy naprzeciw niego zapewne zobaczymy Marcosa Alonso. Hiszpan za Thomasa Tuchela wygląda nieporównywalnie lepiej do okresu Franka Lamparda, a za tym w dużej mierze stoi zmiana ustawienia. Formacja z wahadłowymi pozwala Alonso na angażowanie się w grę ofensywną zespołu Chelsea i widać to po liczbach: jest on w czwórce najlepszych obrońców zarówno jeśli chodzi o stworzone szanse (12) jak i strzały na bramkę rywala (9).

To na stronie Alonso najczęściej będziemy oglądali rajdy ofensywne zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Zarówno Jesus jak i Marcos Alonso wyglądają na początku tego sezonu tak dobrze, jak nie wyglądali od dawna. Obaj przeżywają renesans formy. Po tym meczu będziemy wiedzieli, czy to chwilowa zwyżka czy stabilna dyspozycja.

Pep Guardiola vs Thomas Tuchel

Ostatnie mecze pokazały, że Chelsea Tuchela można zaskoczyć. Czy to jak Tottenham, który w pierwszej połowie wyglądał całkiem dobrze na tle The Blues czy jak Aston Villa, która przeszła na ustawienie 3-5-2 i w pierwszej połowie meczu na Stamford Bridge w 4 kolejce Premier League była w stanie sprawić duże kłopoty defensywie zdobywców Champions League. Nikt nie jest w stanie zaskakiwać rywali równie dobrze, co Pep Guardiola. Prawda jest jednak taka, że Tuchel – dla którego Pep jest niesamowitym autorytetem – w każdym z poprzednich spotkań przeciwko City Katalończyka był krok przed nim. To Chelsea wygrała finał Ligi Mistrzów, to Chelsea przeszła do finału FA Cup. W każdym ze spotkań Tuchel przewidywał i skutecznie przeciwdziałał zabiegom Guardioli. Dlatego też tutaj jawi się największy problem: co zrobi Pep? Jak zareaguje na strategie niemieckiego szkoleniowca, który w Anglii na ten moment prowadzi z nim 3:0? Czy przekombinuje, czy też może postawi na to, co zwyczajnie wychodzi graczom City? A może to Thomas Tuchel zaskoczy jakoś Guardiolę? Na te pytania odpowiedź poznamy dopiero w sobotę, ale jedno jest pewne: to na ławkach trenerskich rozstrzygnie się ten mecz.