Gabriel Jesus
fot. www.mancity.com

Gdy przychodził do klubu zaliczył wejście smoka i jawił się jako następca Aguero. 5 lat później każdy z nas uśmiecha się na myśl o Jesusie jako głównym napastniku Manchesteru City. Większość kibiców The Citzens jeszcze miesiąc temu wypychało Brazylijczyka z klubu jako piłkarza, którego dodamy do oferty za Harry’ego Kane’a. Pep Guardiola tydzień temu powiedział jednak, że Gabriel Jesus to piłkarz wyjątkowy, który w tym sezonie będzie miał ogromną rolę do odegrania. Jaka jest prawda o numerze dziewięć Manchesteru City? 

Na tym etapie lepszy od Vardy’ego

24 lata, 196 występów dla klubu i 47 meczów w reprezentacji swojego kraju. Statystyki na swój sposób imponujące, bo w takim wieku Jamie Vardy jeszcze nie był w Leicester City. Na ten moment jednak wielu fanów Manchesteru City nie wyobraża sobie, by Gabriel Jesus dorównał kiedykolwiek Anglikowi. Natomiast w meczu z Norwich City Gabriel Jesus po raz kolejny pokazał, że jest przydatnym zawodnikiem dla składu Guardioli. Guardioli, który już przed meczem wspominał o tym, jak ważny jest Brazylijczyk. Mówiąc, że w każdym z sezonów, kiedy City odnosiło sukces, były gracz Palmeiras odgrywał istotną rolę, Pep zapewne miał rację. Jesus odgrywa jednak rolę, która po sześciu sezonach na Etihad wciąż jest nieokreślona.

Jakie są obowiązki Jesusa na murawie?

No właśnie, jakie są zadania Gabriela Jesusana boisku? To chyba najcięższe pytanie, jakie można zadać odnośnie Brazylijczyka, bo wydaje się on być piłkarzem z „pomiędzy”. Jest między pierwszym składem, a ławką, między napastnikiem, a skrzydłowym, między irytującym numerem dziewięć, a przydatnym uzupełnieniem składu, między potencjalną gwiazdą zespołu, a zawodnikiem wypychanym z Etihad. Przychodził do klubu jako złoty talent brazylijskiej piłki, lider strzelców Palmeiras w ich sezonie mistrzowskim. Jesus po pierwszych miesiącach w Premier League miał imponującą średnią 93 minut na gola, która odzwierciedlała jego naturalną umiejętność do znalezienia się w polu karnym rywala. Idealnie oddaje to talent do zdobycia gola z pozoru prostego, ale wymagającego odpowiedniej intuicji. Później jednak coś się zacięło i Gabriel Jesus stał się… no właśnie, kim się stał?

Jaką rolę pełni Jesus w składzie Guardioli?

Następca Aguero? Raczej nie, bo Jesus potrzebuje 3 okazji na gola, by zdobyć jednego. Fałszywa dziewiątka? Też powinniśmy odrzucić tę opcję. Super rezerwowy? Może zapchajdziura, która wystąpi tam, gdzie będzie potrzeba? Jest jeszcze opcja, że Jesus jest bocznym napastnikiem, tak jak zagrał ostatnio. Po meczu drugiej kolejki, czyli starciu z Norwich jesteśmy bliżej tej ostatniej opinii połączonej z czwartą, ale kto wie – być może za tydzień Brazylijczyk pokaże nam się w jeszcze innej boiskowej roli? Niewątpliwie wszechstronność to plus Jesusa, ale sam piłkarz czasem sprawia wrażenie pogubionego na murawie. Czasem jako napastnik nie do końca wie, jak ma się zachować w danej sytuacji, jakby wszystko mu się mieszało. Jakby za dużo myślał przy prostych decyzjach. To widać choćby przy wykańczaniu akcji. I to chyba najpoważniejszy kłopot 24 latka – za dużo myśli i analizuje.

Użyteczność Jesusa

Nie zmienia to faktu, że Brazylijczyk to piłkarz użyteczny. Nie warto wymieniać go na Kane’a czy dołączać do innych ofert, bo zwyczajnie to gracz, który idealnie pasuje do apozycyjnego stylu Guardioli. Sam Katalończyk w wywiadzie opowiadał, że uwielbia Gabriela Jesusa za jego posłuszność: nie marudzi, gdy gra mało lub nie gra w ogóle, a gdy już pojawia się na boisku zawsze daje z siebie 100%, niezależnie od pozycji. I tutaj także jest istotna sprawa, którą warto rozstrzygnąć: gdzie Jesus wygląda najlepiej? Już jako napastnik odgrywa wiele ról: typowy numer dziewięć, fałszywa dziewiątka lub ktoś, kto zbiega w boczne sektory boiska i zostawia lukę w centrum. Do tego dochodzi jeszcze możliwość gry jako pomocnik ustawiony bardziej w roli skrzydłowego. Ciężko jest powiedzieć, gdzie powinien grać Jesus na dłuższą metę.

Gdzie powinien grać Jesus?

Sam Gabriel Jesus mówi, że woli grać na skrzydle, niż w centrum ataku. To udowadnia kilka spotkań. Warto powiedzieć nie tylko tych, gdzie Jesus nie spisywał się dobrze grając jako napastnik, gdzie zwykł marnować sytuacje strzeleckie. Trzeba opowiedzieć też o tych, gdzie zagrał po prostu dobrze. Wystarczy mieć w pamięci nie tylko spotkanie z Norwich w tej kolejce, ale też mecz z Realem Madryt na wyjeździe w sezonie 19/20, gdzie Jesus także spisał się bardzo dobrze jako zawodnik ustawiony bardziej z boku, niż w centrum boiska. Tam wykorzystuje swoją szybkość, technikę i umiejętność wejścia w drybling. Warto zwrócić uwagę też na pracę w defensywie, której się nie wstydzi, o czym sam mówił kiedyś w wywiadzie. Wychowany w brazylijskich fawelach zawodnik musi być twardy. Nie jest to gwiazdor jak Neymar, a bardziej pracuś. Jego życie było pełne wyzwań i brudu, dlatego też sam nie boi się harować w odbiorze piłki.

Od czegoś trzeba zacząć

Norwich to Norwich. Nie jest to poziom najwyższy z najwyższych, a o dwóch asystach zaliczonych przez wychowanka Palmeiras nie będziemy mówić latami. Jest to jednak zawsze coś, na czym można opierać swoje nadzieje odnośnie przyszłości. Po takim meczu można na Jesusa patrzeć z optymizmem i przekonaniem, że ten chłopak ma jeszcze dużo do pokazania. Teraz tylko czekać na kolejne mecze, bo nie po Norwich, a po poważniejszych rywalach i występach z nimi będzie można w 100% Gabriela Jesusa ocenić.

Śpieszmy się kochać Jesusa…

Dlatego też, drodzy fani Manchesteru City – dbajmy o Jesusa. Ten piłkarz to wartość dodana do naszego składu, nawet jeśli nie zawsze prezentuje się najlepiej. Trzeba pamiętać, że mimo tego, iż w naszych głowach to piłkarz doświadczony, Brazylijczyk ma dopiero 24 lata. Wkracza on w najlepszy dla piłkarza wiek. Pep mówi, że w tym sezonie Jesus będzie wyjątkowo ważny dla Manchesteru City. A przecież nie od dzisiaj wiadomo, że Pepowi trzeba ufać. I oby ten mecz z Norwich to była tylko przystawka dla byłego gracza Palmeiras. Oby zerwał z łatką gracza z pomiędzy i ustabilizował swoją dyspozycję na przestrzeni całego sezonu.

Źródło: www.manchestercity.pl