Everton FC
fot. www.evertonfc.com

„W Liverpoolu są dwie dobre drużyny – Liverpool oraz jego rezerwy.” – tak kiedyś o sytuacji piłkarskiej w mieście przy Merseyside wypowiedział się legendarny trener The Reds, Bill Shankly. Prawdą jest jednak, że w żadnym stopniu to stwierdzenie nie jest już prawdziwe. Liverpool wciąż jest topowym zespołem i w tej kwestii niewiele się zmieniło, ale sytuacja Evertonu jak najbardziej uległa zmianie. Początek sezonu w wykonaniu The Toffees był imponujący, i nawet jeśli ostatnio Everton złapał zadyszkę to nie oznacza, że Manchester City zmierzy się z zespołem łatwym do ogrania. Czego spodziewać się po Evertonie Beniteza?

FORMACJA

„Rafa Benitez to geniusz. Cieszę się, że mogłem z nim pracować. Pod względem taktycznym jest jednym z najlepszych trenerów na świecie.” – to słowa Diego Alonso, zawodnika Valencii, w czasie, gdy trenował tam Rafa Benitez. Faktycznie, pod względem analitycznym jest pewnie niewielu lepszych trenerów na świecie od Hiszpana. Niezależnie jednak od jego zdolności analizy czasem najlepszym wyjściem jest prostota – i na taką w wyjściowym ustawieniu Evertonu stawia Rafa. Klasyczne 4-4-2.

GRA BEZ PIŁKI

Rafa Benitez to jednak przede wszystkim defensywa. To dzięki godzinom spędzonym na boisku treningowym i ćwiczeniu gry bez piłki jego piłkarze byli w stanie zamienić się w dużo lepszych zawodników. Bo może i nie byli sami dużo lepsi niż przed objęciem zespołu przez Beniteza, ale zwyczajnie to Hiszpan potrafił jak nikt inny stworzyć najlepszy możliwy kolektyw. Zasada „safety first”, która stawia na defensywę to pierwszeństwo u Beniteza. Dlatego też choćby był w stanie zmienić Newcastle z klubu z Championship w ekipę, która spokojnie dryfowała w Premier League, z przeciętnego Liverpoolu stworzyć zespół mogący bić się o mistrzostwo czy odmienić Valencię. Z tego samego powodu, czyli nadto defensywnego i analitycznego podejścia, Rafa niezbyt pasuje do największych klubów: jego przygoda w Realu Madryt zakończyła się fiaskiem z powodu chorobliwej chęci dbania o detale. Za dużo pracy nad defensywą, zbyt wiele wiadomości przekazywanych zawodnikom (np. pendrive z nagraniami, jak powinien zachowywać się Cristiano Ronaldo w polu karnym, by strzelać gole; w odpowiedzi, tuż przed zwolnieniem Beniteza, Portugalczyk przekazał jego asystentom pendrive ze wszystkimi swoimi bramkami). Po czasie Beniteza w Madrycie przyszła pora Zidane’a, który wszystko uprościł. I wygrał 3 Ligi Mistrzów.

Nie zmienia to faktu, że Benitez jest mistrzem jeśli chodzi o ustawianie zespołu bez piłki i to pokazał mecz Everton – Man United na początku października. Tak naprawdę drużyna Manchesteru United nie była w stanie stworzyć wielu dogodnych szans, a jeśli chodzi o xG tylko w starciu z Southampton w 2. kolejce drużyna Solskjaera miała gorszy wynik.

Jak widać, aż 9 piłkarzy z pola stara się być za linią piłki. Jedynym pozostawionym na desancie, najbardziej z przodu, jest Dominic Calvert – Lewin (czy też napastnik, który ma za zadanie zastąpić nominalną dziewiątke The Toffees), ale cała reszta ma za zadanie jak najmocniej trzymać się środka boiska i nie dopuścić rywali do oddania strzału. I mimo iż nie wygląda to w obronie jeszcze tak idealnie, jak Benitez chciałby (dowodem mecz z Wolverhampton), to po przejęciu futbolówki gracze The Toffees wyglądają bardzo dobrze.

Z PIŁKĄ

Przede wszystkim obrona – to już sobie ustaliliśmy. Dlatego też Everton dzieli się na dwa zespoły, gdy ma piłkę. Za ofensywę odpowiada dwójka napastników, skrzydłowi oraz Abdoulaye Doucoure (może się podłączać Lucas Digne), natomiast w obronie dyscyplina to podstawowe zadanie czwórki z tyłu i Allana, defensywnego pomocnika. Rafa Benitez chce, aby jego zespół nie tracił czasu. Liczy się efekt końcowy, więc Hiszpan pragnie, by jego zawodnicy ofensywni grali blisko siebie i – podobnie jak w obronie – trzymali się szerokości pola karnego. Tak naprawdę skrzydłowi Evertonu to nie skrzydłowi, tylko piłkarze bardziej w stylu Sona czy Salaha, czyli boczni napastnicy. Podobny system, z wąsko ustawionymi napastnikami, Benitez stosował na przykład w Realu Madryt.

ODRODZENI

Jedynym piłkarzem, który jest stricte skrzydłowym w zespole Evertonu jest Demarai Gray – piłkarz sprowadzony za zaledwie 1.7 miliona funtów w to lato z Bayeru Leverkusen. Cena promocyjna, zwłaszcza patrząc na to, co robi młody Anglik po dołączeniu do ekipy z Goodison Park: po 5. Kolejkach żaden piłkarz Evertonu nie miał więcej strzałów (16), stworzonych szans z gry (6), kontaktów z piłką w polu karnym rywali (16) czy pojedynków 1v1 (16) od właśnie Demaraia Graya, który nigdy wcześniej nie grał tak dobrze jak teraz u Beniteza. Podobny przypadek można zauważyć u Androsa Townsenda – Anglik to stary bywalec Premier League, którego można znać z przygody z Crystal Palace. Sprowadzony na Goodison Park za darmo (jako wolny zawodnik) w to lato Townsend doskonale wie, jak grać w defensywie, a jeszcze lepiej wie, jak atakować z kontrataku – przecież Orły z południowego Londynu za Roya Hodgsona prezentowały właśnie taki styl gry. Z tymże wtedy Townsend nie był aż tak efektywny, jak jest teraz – w tym sezonie już zdobył więcej bramek niż w dwóch poprzednich kampaniach łącznie, a także został nagrodzony statuetką dla strzelca bramki miesiąca (gol z Burnley). Zarówno Gray jak i Townsend nie są przykładami popularnych transferów: w poprzednich klubach nie przekonywali, nie dawali powodów, by podpisać z nimi kontrakty i zapewne w przypadku niepowodzenia byliby określani mianem „bezsensownych transferów”. Na tym jednak polega moc Beniteza: tak jak z przeciętnych klubów jest on w stanie zrobić porządne marki, tak samo jest z piłkarzami. Townsend i Gray są tego najlepszymi przykładami.

ZMIANA DOUCOURE

Jedną z najbardziej zauważalnych innowacji rafy Beniteza względem Carlo Ancelottiego jest przestawienie Abdoulaya Doucoure. Wcześniej, w zeszłym sezonie Francuz często operował po prawej stronie boiska jako zabezpieczenie dla Jamesa Rodrigueza. Kolumbijczyk, mimo magicznych zagrań i niebywałej boiskowej gracji czy wizji nie brał udziału w grze defensywnej, dlatego też Doucoure był mniej zaangażowany w ofensywę.

SEZON KLUB KONTAKTY W FINAL THIRD KONTAKTY W POLU KARNYM RYWALA
17/18 Watford 608 69
18/19 Watford 561 90
19/20 Watford 662 99
20/21 Everton 348 39

Sam w wywiadzie około miesiąc temu wspominał, że przed rokiem na jego barkach spoczywało więcej defensywnych obowiązków niż teraz. James – z powodu braku zaangażowania w grę defensywną – już się pożegnał z Evertonem. Za to były piłkarz Watfordu dostał od Rafy licencję na zabijanie, w związku z czym bardzo mocno angażuje się w ofensywę. I to widać oglądając mecze Evertonu: bardzo często to właśnie Abdoulaye Doucoure jest tym, który zaczyna wywierać presję na stoperach rywali. Przestawienie wajchy w przypadku Francuza na ofensywę jest wariantem lepszym zarówno dla niego jak i dla drużyny. A sam Doucoure grając bardziej z przodu jest w stanie wyrządzić sporo krzywdy.

1,71 strzału/90 minut Tylko w Watfordzie 19/20 miał lepszy wynik (1.77/90)
0,71 strzału celnego/90 Nigdy w Anglii nie miał lepszego wyniku
3.43 shot creating actions/90 minut Nigdy w Anglii nie miał więcej

 

SŁABOŚCI?

Gdzie piłkarze The Cityzens powinni szukać przewagi? Które miejsca są piętą achillesową Evertonu? Te pytania powinien sobie zadać Pep Guardiola, a tym bardziej znaleźć na nie odpowiedzi. Przestrzenią, gdzie The Toffees zdają się mieć problemy jest obszar stałych fragmentów gry. Mimo iż Manchester City nie jest najskuteczniejszą drużyną pod tym względem w tym sezonie, wiemy, że ekipa z Etihad potrafi groźnie zaatakować przy użyciu piłki stojącej.

Przy rzutach rożnych gracze Evertonu aż 9 piłkarzy z pola ustawiają w polu karnym: 6 w okolicach 5 metra (w tym 3 na pierwszym słupku) oraz 3 nieco wyżej. Często błędy w ustawieniu popełnia Allan, który wychodzi za wcześnie, co pokazano poniżej. Z takiej sytuacji gola była w stanie strzelić np. Aston Villa.

Ponadto gracze The Toffees nie najlepiej wyglądają w defensywie 1v1. Dlatego Rafa Benitez tak stara się o wzajemną asekurację i pomoc koledze: wie, że w przeciwnym wypadku jego ekipa może mieć kłopoty. Tak jak było to w starciu z Burnley, gdzie zwłaszcza w pierwszej połowie ogromne problemy Evertonowi sprawiał lewoskrzydłowy The Clarets Dwight McNeil: nieustannie ruchliwy, wchodzący w pojedynki i tworzący przewagę. Kto wie, być może trzeba iść tym śladem i spróbować wykorzystać umiejętność dryblingu Jacka Grealisha czy Phila Fodena?

Powinny być 3 punkty

No właśnie. Powinny. To niekoniecznie znaczy, że będą, zwłaszcza patrząc na ostatni mecz The Cityzens u siebie (porażka 0-2 z Palace), a także biorąc pod uwagę nieobecność Kevina De Bruyne oraz Jacka Grealisha. Z drugiej strony ostatni mecz wygrany przez Everton to końcówka września, co wskazuje na słabą dyspozycję ekipy The Toffees. Manchester City jutro musi wygrać z The Toffees, żeby wywierać presję na liderującej Chelsea, a przy tym natchnąć się pozytywną energią na kolejne tygodnie, tak ważne w walce o tytuł.

Źródło: www.manchestercity.pl